Czy warto inicjować pozew tzw. frankowy?

Czy warto inicjować pozew tzw. frankowy?

W ostatnich latach masowo wzrosło zainteresowanie konsumentów inicjowaniem pozwów przeciwko Bankom zawierających roszczenia oparte na umowach o kredyt indeksowany do franka szwajcarskiego. Zjawisko to jest na tyle doniosłe, gdyż powoduje ono znaczny wzrost spraw tego rodzaju spływających do Sądów. Istotą tego wpisu jest przedstawienie spostrzeżeń radcy prawnego odnośnie sensu i zasadności wszczynania spraw frankowych. Oczywiście zastrzegam, iż nie jest to opinia prawna, lecz jedynie  subiektywna refleksja wskazanego zagadnienia.

Na wstępie chciałbym wyjaśnić, czym jest pozew frankowy. Otóż jest to pismo procesowe (a więc skierowane do sądu) zawierające roszczenie wobec Banku, w którym konsument kwestionować może ważność umowy kredytowej w całości lub części lub też kwestionować ważność poszczególnych zapisów umownych tzw. klauzul abuzywnych. Ponadto w praktyce najczęściej zdarza się, że radca prawny lub adwokat reprezentujący konsumenta, zwanego powszechnie frankowiczem występuje jednocześnie z roszczeniem o uznanie umowy za nieważną w całości lub części, a jednocześnie tzn. ewentualnie, żąda w przypadku nie uznania wskazanego wyżej roszczenia uznania poszczególnych klauzul za niedozwolone, co w konsekwencji ma doprowadzić do przeliczenia kredytu z datą wsteczną. Zdarza się również , że pełnomocnik frankowicza żąda przeliczenia kredytu stosując stawkę Libor (czyli stawkę właściwą dla oprocentowania kredytu w franku szwajcarskim, która jest około trzy razy niższa niż stawka procentowa w złotówkach) , a jednocześnie eliminując ryzyko kredytowe. W tym miejscu wskazać  należy, iż w rzeczywistych warunkach gospodarczych nie funkcjonują kredyty złotowe oprocentowane stawką Libor, gdyż zdefinicji stawki procentowej Libor wynika, że dotyczy ona jedynie waluty szwajcarskiej. Banki zwyczajnie nie udzielają takich kredytów, gdyż byłoby to ich celowe dążenie do generowania strat. Z uwagi na opisane okoliczności uważam, iż formułowanie żądanie przemianowania kredytu indeksowanego na kredyt złotowy oprocentowany według stawki Libor jest nadużyciem prawa.

W tym miejscu jako zawodowy pełnomocnik tj.  radca prawny chcę przedstawić swoje stanowisko, które najprawdopodobniej może podlegać krytyce.  Uważam, iż nie zawsze frankowicze byli  pokrzywidzonym przez Banki. Powiem więcej, nie mam podstaw twierdzić, że w jakikolwiek sposób byli oni pokrzywdzeni. Opinię  tą opieram na doświadczeniu procesowych z co najmniej dziesiątek rozpraw frankowych, gdzie reprezentowałem banki (łącznie cztery duże banki komercyjne) i brałem udział m.in. w przesłuchaniach świadków tj. pracowników banków. Świadkowie banków zazwyczaj potwierdzają, że banki informowały o ryzyku walutowym oraz przedstawiały symulacje wzrostu kursu franka, a zatem postępowały rzetelnie i prawidłowo. Co więcej świadkowie ci wskazuję, iż banki reagowały i ustosunkowywały się do postulatów frankowiczów w zakresie wprowadzania zmian w umowach kredytów walutowych, co wprost dowodzi, że zarzutu pełnomocników frankowiczów, jakoby banki narzucały konsumentom gotowe wzorce umowne jest niezgodne z prawdą.

Celem zobrazowania moim zdaniem sztucznego wykreowania zainteresowania sprawami frankowymi i świadomego nakłaniania osób posiadających kredyty we frankach. Znam kilka firm, które aktywnie poszukują osób mających kredyty frankowe i nakłaniających te osoby do wystąpienia z pozwem. Co istotne działania te są zrozumiałe – z punktu widzenia tych firm – bowiem sprawy frankowe dotyczą roszczeń o tzw. duże pieniądze, często 300 lub 400 tysięcy zł, a jednocześnie w przypadku wygranej firmy te życzą sobie prowizje nawet do 40% od uzyskanej kwoty netto. Przykładowo przy roszczeniu 300 000 złotych wynagrodzeniem prowizyjnym będzie  kwota 120 000 zł prowizji NETTO. Wyjaśnię, że tak horrendalne, olbrzymie wręcz wynagrodzenie pełnomocnika frankowicza bejmuje z zasady stawiennictwo profesjonalnego pełnomocnika na rozprawach, których to rozpraw może być maksymalnie trzy, a w skrajnych i nielicznych przypadka cztery. Ponadto wynagrodzenie to obejmuje sporządzanie i składanie do Sądu pism procesowych takich jak: pozew, replika (czyli ustosunkowanie się do odpowiedzi na pozew), pismo z pytaniami do świadka lub innych pism, jak np. ustosunkowanie się strony do orzecznictwa. Łącznie z uwzględnieniem dojazdów do Sądu na rozprawy jest to kilka, a w wyjątkowo skomplikowanym przypadku kilkanaście godzin pracy. Sądzę, iż dwadzieścia kilka godzin pracy jest to absolutna granica liczby godzin jaką może przysporzyć taka sprawa.

Czy warto składać pozew frankowy?

Teraz porównajcie sobie Państwo kwotę 120 000 zł, którą może stanowić wynagrodzenie pełnomocnika frankowicza wobec w najgorszym wypadku dwadzieścia kilka godzin pracy takiego pełnomocnika i wywnioskujcie Państwo, czy to frankowicz nawet w przypadku wygranej, jest rzeczywistym wygranym w takiej sprawie? Moim zdaniem jedynie pełnomocnik frankowicza bowiem w analizowanym przykładzie dotyczącym uzyskania od Banku kwoty 120 000 zł plus Vat, frankowicz uzyskuje wprawdzie początkowo 300 000 zł od Banku jednak 120 000 + podatek Vat zobowiązany jest uiścić na rzecz swojego pełnomocnika. A zatem chwilowo odzyskuje 300 000 zł jednak blisko połowę oddaje swojemu pełnomocnikowi, co więcej bank uprawniony jest do skierowania wobec frankowicza kolejnego powództwa, którego celem będzie obciażenie frankowicza kosztami dotyczacego bezumownego korzystania z kapitału Banku (przypadek ten dotyczy sytuacji, gdy Sąd unieważni umowę w całości co spowoduje, iż umowa przestanie funkcjonować w obrocie prawnym, a skoro nie będzie umowy to Bank będzie mógł się domagać – i prawdopodobnie wygra sprawę  – zasądzenia wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału.

Ponadto, chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt spraw frankowych. Mianowicie frankowicze decydowali się na wybór kredytu indeksowanego do franka, gdyż był on tańszy niż złotowy. Następnie, mimo wzrostu kursu franka nie kwestionowali oni umowy (wielokrotnie przesłuchując frankowiczów przyznawali oni, że mimo złożenia pozwu nie zwrócili się do Banku i nie zakwestionowali żadnych zapisów umownych). Z uwagi na „taniość” kredytu wobec franka frankowicze mieli „zysk” w stosunku do kredytobiorców, którzy mieli zobowiązania złotowe, a więc oprocentowane około trzykrotnością stawki procentowej właściwej dla kredytów frankowych. Co jednak kluczowe „korzyść „, „zysk” ten były nierozerwalnie związane z ryzykiem walutowym jakim był obarczony kredyt indeksowany do franka. Moim zdaniem kwestionowanie umowy frankowej w sytuacji, a w zasadzie z powodu, że ryzyko walutowe zniwelowało „zysk” frankowiczów względem kredytobiorców złotowych, a być może spowodowało, iż kredyt walutowy stał się droższy niż złotowy stanowi zwykły przejaw braku wywiązywania się ze zobowiązać. Chce jednak doniośle podkreślić, iż akceptacja ryzyka walutowego była wpisana w umowę frankową. Należy pamiętać, iż prawny wzorzec konsumenta określa osobę ozsądną i świadomą, umiejącą ocenić i rozważyć konsekwencje. Co więcej konsument jeśli wybiera zawarcie takiej umowy, to winien ponosić jej konsekwencje. Dlaczego zatem teraz Sądu mają ściągać z frankowiczów te konsekwencje? A ponadto, czy frankowicze nie widzą czegoś niestosownego, iż przez lata kiedy kurs franka był niski i odnosili  korzyści finansowe najpewniej dziesiątki tysięcy złotych, a gdy zyski zniknęły żądają unieważnienia umowy. Skoro kwestionują ważność umowy, a czasem i sam mechanizm walutowy to dlaczego nie występowali z roszczeniem o uznanie umów za nieważne, gdy odnotowywali „zyski” z uwagi na „korzyść” z wyboru waluty?

Wypada dodać, że frankowicze mogą uzyskać zaspokojenie swoich roszczeń. Jednak mało który frankowicz decydując się na wystąpienie z pozwem ma świadomość, że zakończenie sprawy zainicjowanej tzw. pozwem frankowym nie musi oznaczać końcem jego sporu z bankiem. Jak bowiem zasygnalizowałem wyżej liczyć się należy z powództwem banku wobec frankowicza o bezumowne korzystanie z kapitału.

Celem tego artykułu było zobrazowanie, iż sprawy frankowe są skomplikowane.  Moim celem było ukazanie Państwu, iż nie są to sprawy jednowymiarowe i jednoznaczne. Co więcej z całą pewnością nie jest tak, iż w każdym wypadku to frankowicz ma racje i jest pokrzywdzonym.